Startowałem w KoRnO już wielokrotnie, ale nie udało mi się nigdy wystartować w „górskiej” jesiennej edycji tej imprezy. Po ubiegłorocznej absencji tej imprezy w kalendarzu startów, tegoroczna zapowiadała się wyjątkowo. Miały to być zawody dwudniowe 🙂 Do wyboru były trasy rowerowe rekreacyjna oraz giga. Mimo całkiem solidnego przygotowania i formy w sezonie, zdecydowałem się na tę pierwszą trasę, wszakże tym razem mieliśmy jeździć po Beskidach. Przewyższenia, zwłaszcza na trasie giga robiły wrażenie i generalnie wiadomo było, że będzie co kręcić 😉 W Milówce pojawiliśmy się z Eweliną nieco spóźnieni, więc szybki odbiór pakietów startowych, przebieranie i 3 minuty przed 11 zjawiamy się na starcie. Na poczatek poszedł punkt najbliżej bazy PK16, nieco przejechany za daleko, ale po kamieniach na rzece udało się do niego przeskoczyć. Z wrażenia aż zapomniałem wyciągnąć kartę startową z mapnika, przez co musiałem się wrócić do roweru. Później zaczęła się wspinaczka do PK10 zlokalizowanego na Przełęczy Kotelnica. Trafiony idealnie, bez zbędnej straty czasu. Widoki z przełęczy mimo lekkiej mgły przepiękne, a kolory jesieni nadawły krajobrazowi niepowtarzalnego uroku.

Następnie karkołomny zjazd wąską asfaltową drogą z wieloma zakrętami do PK1 usytuowanego na skaraju lasu w miejscowości Tarliczne. Kolejny punkt do podbicia to kapliczka w pobliżu drogi ekspresowej. Po drodze doganiam grupkę kolarzy na szosach, chwilkę jedziemy razem, oczywiście nie zabrakło pytań co to zawody itp. Po chwili szosowcy odbijają w kierunku Zwardonia, a ja przejściem podziemnym pod ekspresówką docieram do PK5. Następny punkt to wieża widokowa w okolicy kościoła w Lalikach. Do tego punktu znowu cisnę pod górę, wzbudzając ogólne zainteresowanie przechodniów swoim ciężkim oddechem 😉 Lampion PK9 usytuowany na samym szczycie wieży, więc najpierw trzeba się na nią wdrapać. Za to widoczki super, szkoda tylko tych niskich chmur i delikatnej mgły. No ale generalnie jest bardzo dobrze, a nawigowanie idzie dzisiaj jak po sznurku.

Kolejny punkt to nieczynny most na granicy Milówki i Kamesznicy. Widząc znaki zakazu ruchu, postanawiam objechać most i zaatakować punkt od północy, jak się okazało niepotrzebnie. Trochę czesania terenu pod mostem, ale punkt sprytnie schowany na górze. Później podjazd w kierunku okolic Baraniej Góry i punkt zlokalizowany w okolicy mostu nad potokiem. Pozostał ostatni punkt PK 11 w okolicy fortu wojennego, do którego skręciłem o jedną uliczkę za daleko, ale szybko zorientowałem się, że to chyba nie tutaj. Później szybki powrót do bazy rajdu gdzie na mecie okazało się, że udało się uzyskać drugie miejsce na 1-szym etapie. W sumie wyszło 40,4km i prawie 700m przewyższenia.
Niedziela to sześć punktów do zaliczenia i około 20km dystansu, więc generalnie sprint 🙂 Na pierwszy ogień idzie PK17 „drzewo z drabiną” do którego prowadzi dość długi podjazd. Nogi jeszcze niezbyt rozgrzane więc taki podjazd boli okrutnie. Później zjazd do PK29, którego jak się okazuje szukam nie w tym miejscu co potrzeba. Szybka analiza mapy, razem z Wojtkiem, liderem po pierwszym dniu i zmieniamy miejsce poszukiwań, później szybkie PK28 i PK23. Po czym decydujemy się na wspinaczkę w kierunku Hali Boraczej i jazdę szlakiem niebieskim, co nie było dobrym pomysłem. Po około 500m postanawiamy zawrócić i pozostałe 2 punkty zdobyć od strony Milówki. Szybki przejazd do punktu przy kapliczce PK27 i ambona, która jak się okazało była przewrócona i nie dało jej się zauważyć z daleka.

Taki mały psikus ze strony organizatorów 😉 Szybki powrót do mety i okazuje się, że udaje się utrzymać 2. miejsce z czego oczywiście bardzo się cieszę. Na zakończenie wręczenie jak zwykle oryginalnych statuetek od Rowerowej Norki i upominków od MERIDY®. Impreza bardzo udana, piękne widoki i przepiękne barwy jesieni co rekompensowało brak słońca. Gratulacje dla wszystkich uczestników i do zobaczenia na następnej edycji.
Ślad trasy na Endomondo: Dzień pierwszy Dzień drugi





Jedna myśl na temat “Jesienne Beskidzkie KoRnO 2017 – Milówka”