Thanks for joining me!
Good company in a journey makes the way seem shorter. — Izaak Walton

Thanks for joining me!
Good company in a journey makes the way seem shorter. — Izaak Walton

20 stycznia wystartowaliśmy w Rajdzie Czterech Żywiołów na trasie Open rajdu przygodowego w Bydlinie. Nie udało nam się przygotować do niego tak jak planowaliśmy. Pojawiły się niestety problemy zdrowotne, które uniemożliwiły treningi przez jakiś czas. Nie chcieliśmy jednak z niego rezygnować i udało się zaliczyć nam prawie (bo bez trzech punktów) całą trasę.
Start wszystkich tras był o godzinie 8.30. Każdy mógł wybrać coś dla siebie – była trasa piesza 20km i 50km, rajd Open na dystansie 60km+ (bieg, rower i zadania specjalne) i trasa Extreme. Każda trasa miała swój limit czasowy, w którym należało się zmieścić. Na starcie otrzymaliśmy mapy z zaznaczonymi punktami do których należało dotrzeć i odbić perforatorem kartę.

Schemat trasy znaliśmy wcześniej – tzn. początkowo miał być rower około 9km, następnie bieg 15km i ponownie rower 35km.

Na starcie dowiedzieliśmy się jednak, że trzeba przebiec jeszcze PROLOG – krótki bieg dla prawie wszystkich tras (oprócz TP 50km), około 5km. Zrobiliśmy to w miarę szybko, bez błędów nawigacyjnych. Po dotarciu do bazy zabraliśmy rowery i rozpoczęliśmy nasz pierwszy etap – ROWEROWY. Były tu cztery punkty – pierwszy PK 3 do którego prowadził dość stromy podjazd co w śniegu nie jest łatwe. Następnie pojechaliśmy do PK 11 trochę okrężną drogą ale za to bezbłędnie. Dalej znajdowała się Linia Obowiązkowego Przejazdu (tzw. LOP), która prowadziła przez malownicze skałki Rezerwatu Pazurek. Na niej znajdowały się dwa PK 12 i 20.

Dotarliśmy do przepadku gdzie zostawiliśmy rowery i czekał nas drugi etap – trekking na dystanise około 15km. Obraliśmy wariant zaliczania punktów pewnie jak większość ekip. Zaczęliśmy od PK 19 zlokalizowanego przy skałkach, następnie PK 18 na wzgórzu, PK 17 na końcu jaru. Dosyć długo szukaliśmy PK 15 jednak po dłuższej chwili okazało się, że szukamy na próżno bo go nie było. W drodze powrotnej zaliczyliśmy PK 14. Mieliśmy plan przebiec całą trasę jednak przez brak treningów, bardzo słabą kondycję u jednej osoby w drużynie więcej szybko maszerowaliśmy niż biegliśmy 🙂 Nie przyznajemy się kto to.

Dotarliśmy do przepaku, zjedliśmy coś, przebraliśmy się i szybko pojechaliśmy dalej. Zaczął się nasz ostatni etap ROWEROWY – 35km. Po kolei zaliczaliśmy punkty – PK 10, 4, 2, 5, 9 i na końcu 1. Podczas jazdy zdecydowaliśmy, że odpuszczamy trzy punkty – PK 7, 8 i 16, które były zlokalizowane na wschód od drogi 783. Było nam zimno, a chcieliśmy wrócić jeszcze za dnia. Kiedy wracaliśmy zaczął padać śnieg, jechaliśmy pod wiatr i było baardzo zimno 🙂 Cała trasa była bardzo urokliwa, ale najładniejszymi fragmentami trasy był Rezerwat Pazurek oraz okolice punktu kontrolnego 5 – Góra Kamionki – piękne, otwarte przestrzenie (może dlatego, że zaświeciło nam wtedy słońce 🙂

Zajęliśmy ostatecznie 8 miejsce na 11 ekip, ale jesteśmy bardzo zadowoleni z czasu jaki osiągnęliśmy. Wspaniała impreza, która zagości w naszym kalendarzu na bardzo długo.

Dziękujemy i do zobaczenia!
Ewelina i Konrad
W ostatni przedświąteczny weekend wybraliśmy się z Eweliną do miejscowości Zendek niedaleko lotniska w Pyrzowicach na tradycyjne grudniowe zawody czyli Zimowe KoRnO . Był to start pod znakiem debiutu, gdyż startowałem po raz pierwszy na trasie pieszej. Na krótszym dystansie 15km czyli trasa tzw. rekreacyjna 🙂 Hardcorowcy startowali na trasie 40km. No i musiałem startować sam, a Ewelina z powodów zdrowotnych cierpliwie czekała w bazie zawodów.

Dzień wcześniej odbyły się ostatnie zawody cyklu Bielsko-Biała Nocą więc w sobotę rano ciężko się wstawało, całe szczęście start krótszych tras organizatorzy przewidzieli na godzinę 11. Po otrzymaniu map, sygnałem do startu był dzwonek na lekcje w miejscowej szkole. Na początek zdecydowałem się zebrać punkty położone blisko bazy, kilkaset metrów na południe czyli „Ruiny zbiorników na paliwo” oraz „Schron”. Następnie szybki przelot na azymut w kierunku „Drzewa z białą korą”. Kolejny punkt nie był zaznaczony na mapie, należało go wyznaczyć na podstawie wskazówek organizatorów i obserwacji w terenie. Poszło całkiem nieźle, następnie zdecydowałem się biec w kierunku północno-wschodnim tak, aby w las „wbić się” w miejscu charakterystycznym, skąd będzie można zdobyć łatwo pozostałe punkty. Po kolei zdobyłem „Wykrot”, Drzewko przy małym nasypie”, „Drzewo na skraju lasu”. Później długi przelot w kierunku „Drzewa przy ogrodzeniu szkółki” po drodze zgarniając „Drzewo w rowie”. Były to okolice 10. kilometra gdzie niestety kolejny raz musiałem zatrzymać się (wcześniej były to tylko rozwiązujące się sznurówki) teraz coś wbiło mi się w śródstopie. Szybka „operacja” i udało się, nie kłuje 😉

Następnie szybki przelot do punktu zlokalizowanego na „Granicy kultur”. Czuję już zmęczenie dzisiejszymi oraz wczorajszymi zmaganiami. Do mety pozostały jeszcze trzy punkty: „Drzewo na skarpie”, „Mostek” oraz „Ruiny budynku obsługi radaru”, które zdobywam już zmęczony, ale bez większego problemu. Okazuje się że debiut był całkiem udany, zająłem 2. miejsce, tracąc do zwycięzcy, utytułowanego Marcina Zdziebło 3 minuty. Po biegu czekał na nas obfity bufet: owoce, ciastka, ciepłe i zimne napoje a później ciepły posiłek. Następnie pogaduchy z innymi zawodnikami, kolegami z AzymutTeam, omawianie różnych wariantów i dekoracja.





Za nami cykl czterech biegów „Bielsko Biała Nocą”. Organizowane są one co roku od września do grudnia przez wspaniały zespół ludzi z pasją 🙂 Biegi te odbywają się po zmroku, warto mieć ze sobą czołówkę i można ruszyć w bieg z mapą po mieście i wybrać odpowiednią kategorię dla siebie (od najłatwiejszej Rodzinnej do najtrudniejszej „A”). Są idealne dla początkujących. W tym roku udało nam się być (prawie) na wszystkich bo na ostatnim grudniowym Konrad był sam. Otrzymaliśmy nagrodę za pierwsze trzy biegi uzyskując 4 miejsce w kategorii MIX. Warto zatem biegać w parze 🙂
Strona internetowa http://www.bielskobialanoca.pl
Do zobaczenia we wrześniu! 🙂 Chociaż organizatorzy szykują wcześniej coś nowego, mianowicie całonocny bieg na orientację po Bielsku-Białej 😉
A na zdjęciach prezentujemy kubeczki, które otrzymaliśmy 🙂
Zbliża się koniec roku i jest to odpowiedni czas na podsumowania 🙂 Cieszymy się z naszych małych osiągnięć sportowych i zastanawiamy się co zaplanować na przyszły rok. Kochamy biegi, rajdy i marsze na orientację ale musieliśmy przyznać się do tego, że treningi biegowe w tym roku nie były u nas regularne co przy startach na różnych imprezach dawało o sobie znać 🙂
Naszym sposobem na to jest zdobycie w 2018 roku KORONY POLSKICH PÓŁMARATONÓW. Z jedenastu konkretnych półmaratonów w Polsce należy wybrać pięć i ukończyć je. U nas to będą półmaratony w: Gdyni, Poznaniu, Białymstoku, Wrocławiu i Pile (lub Krakowie). Do 31 grudnia 2018 roku należy wysłać pocztą elektroniczną zgłoszenie, uiścić opłatę i wysłać wniosek o przyznanie medalu. Zarząd ma czas do końca lutego by zweryfikować czy faktycznie ukończyliśmy biegi i wysłać medal 🙂
Tutaj regulamin http://www.psb-biegi.com.pl/images/psb2017/pdf/PSB%20Pila_Regulamin%20KPP%202018_%20-_5-12-2017.pdf
Jest też możliwość zdobycia ZŁOTEJ KORONY jednak to wiąże się ze zdobyciem 10 półmaratonów! Dla nas jest to niewykonalne bo przecież nie może nas zabraknąć na wielu cyklicznych imprezach na orientacje 🙂
Trzymajcie kciuki i do zobaczenia na starcie 🙂
Ewelina i Konrad

W środę 22 listopada odbyła się pierwsza odsłona corocznego cyklu Katowice Wieczorową Porą. Tym razem wystartowałem w kategorii PROFI, która od trasy OPEN różniła się bodajże zaledwie jednym punktem 🙂 Każdy startujący otrzymywał dwie mapki, jedna mapa to dwa PK zlokalizowane na terenie Centrum Handlowego 3 Stawy, oznaczone jako A i B. Kolejne punkty literowe C,D i E to punkty w pobliżu Centrum, natomiast PK 1-17 to punkty na osiedlu Paderewskiego, obrałem wariant zgodny z ruchem wskazówek zegara. Kilometrażowo okazał się słusznym wyborem, jednak spore kolejki do punktów, zwłaszcza przy zjeżdżalni oraz PK11 i PK15, które nie były w miejscach zaznaczonych na mapie (patrz ślad GPS lub na zdjęciu) no i moja słaba forma biegowa, spowodowały stratę kilku minut 🙂 Ostatecznie zająłem 9. miejsce z czasem 33:43 Niemniej zabawa była przednia i nie możemy się doczekać kolejnej edycji, która odbędzie się już 13. grudnia a areną zmagań będzie Ptasie Osiedle + okoliczny Park. Zapisy już otwarte. W imieniu organizatorów zapraszamy 🙂

W ubiegłą niedzielę mieliśmy okazję uczestniczyć w rocznicowej Imprezie na Orientację w Taciszowie niedaleko Gliwic. Organizatorem InO było koło PTTK – GKT CyrkInO z Gliwic, a okazją do świętowania była 50. rocznica gliwickich imprez na orientację, 40. rocznica powstania GKT CyrkInO oraz wspomnienie Jerzego Kalli pierwszego organizatora imprez na orientację w Gliwicach.
Do wyboru mieliśmy Marsz na Orientację, Bieg na Orientację lub Rowerową Jazdę na Orientację. My wybraliśmy tę trzecią opcję, jak się okazało na miejscu byliśmy jedynymi uczestnikami na rowerach.
Trasa nie była długa, całość miała około 8-9km. Po drodze do odnalezienia było 9PK. Start zlokalizowany był w pobliżu stacji kolejowej Taciszów, oddalonej o 6km od bazy zawodów. Dostaliśmy 3 różne mapy, wszystkie z ubiegłego wieku. Było to nie lada utrudnienie bo część dróg przebiegała w nieco innych miejscach niż obecnie.

Pierwsze dwa punkty szły nam jak po grudzie, przy okazji podbiliśmy punkt z trasy biegowej 😉 przeczuwając że to nie ten punkt szybko skorygowaliśmy ten błąd. Później było już tylko lepiej i mimo zimna, podziwiając urokliwe zakątki okolic Taciszowa oraz jeziora Dzierżno Duże dotarliśmy do mety, gdzie czekał nas poczęstunek i wręczenie nagród. Można było również posłuchać wspomnień z historii gliwickich imprez na orientację. Zachęcamy do aktywnego spędzania czasu w ten sposób, na marsze można wybrać się całymi rodzinami 🙂

Już 22 listopada (środa) pierwsze zawody 5. sezonu BnO pod nazwą Katowice Wieczorową Porą. Każda edycja odbywa się w innej dzielnicy Katowic raz w miesiącu od listopada do lutego. W pierwszej edycji będziemy biegać po części osiedla Paderewskiego czyli popularnej Paderewie i Dolince 3 Stawów, gdzie między innymi mieści się centrum handlowe o tej samej nazwie. Zapisy oraz informacje na stronie organizatora: http://rajdkatowice.pl/ Do zobaczenia 🙂
Piątego listopada wybraliśmy się wspólnie na Rajd Przygodowy do Opola. Mieliśmy do wyboru trasę rowerową OPEN (10km do 50km) lub PROFI (10km do 80km) i trasę pieszą OPEN (10km do 50km). Wybraliśmy tę rowerową na krótszym dystansie.

Dojechaliśmy na czas w bardzo dobrych nastrojach, dawno nie braliśmy udziału w rajdzie 🙂 Po odprawie otrzymaliśmy mapy (dwie części) dużego formatu, łącznie A3 i niestety była baaardzo niewyraźna co utrudniało nawet ruszenie ze startu. Każdy punkt miał swoją wartość punktową. Oprócz 38 punktów kontrolnych było 7 zadań specjalnych. Limit czasu to 5godzin. To od każdego zespołu zależało jaką wybierze taktykę, które punkty zaliczy na początku.

Pierwszy raz braliśmy udział w rajdzie na orientację w którym nie otrzymaliśmy karty startowej ani chipa. Punkty podbijało się za pomocą telefonu przy użyciu skanera kodów QR. Było to rewelacyjne rozwiązanie bo aplikacja od razu i na bieżąco pokazywała ilość zebranych punktów oraz wyniki.
Konrad oczywiście nawigował. Początki mieliśmy bardzo dobre, pierwszy punkt zaliczyliśmy szybko, później na naszej trasie pierwsze zadanie specjalne – kajaki. Kiedy tam dotarliśmy nie było prawie nikogo. Szybko zaliczyliśmy to zadanie i żałowaliśmy, że tak krótko bo bardzo lubimy kajaki 🙂 Po zadaniu specjalnym pojechaliśmy na PK 23 (rozwidlenie szlaków kolejowych), następnie PK 8, bardzo dobrze ukryty punkt na wiadukcie, dosyć dużo czasu zajęło nam znalezienie go. PK 6 (północno-wschodni kraniec lasu) i PK 35 (ambona), PK 36 (podwójne drzewo o czerwonym numerze 251, niedaleko słupka kolejowego 68) były do zaliczenia w lesie. Wiedzieliśmy tam przeskakujące jelenie i wielu zawodników 🙂
Punkt kontrolny nr 37 był ukryty w przepuście pod obwodnicą, kiedy tam dotarliśmy nie było nikogo, chwilę później inni zawodnicy zobaczyli nas i zrobiła się do niego kolejka. Jednym z bardzo ciekawych zadań specjalnych na parkingu przy centrum handlowym było znalezienie dwóch oznaczonych samochodów – jeden samochód był „stały” czyli stał w niezmiennym miejscu, drugi przemieszczał się. Zadanie polegało na tym by oba znaleźć. Następnie PK38 – plac zabaw i PK14 – szczyt górki. Po zaliczeniu tych punktów dotarliśmy na działki i zadanie specjalne numer 5. Polegało na odnalezieniu działki o numerze 40. Po numeracji w kolejności były działki numer 37, 38 i kolejna 41. Działka nr 40 znajdowała się na końcu alei. Następnie kolejno – PK 31 i zadanie specjalne numer 3. Dla trasy rowerowej OPEN organizatorzy przygotowali powtórkę z ratownictwa medycznego. Musieliśmy omówić dwa przypadki: zakrztuszenie i omdlenie. Konrad zamienił się w ratownika i omawiał, posługując się moim ciałem oba przypadki. Po tym zadaniu nie zostało nam dużo czasu – postanowiliśmy pojechać po PK33 i zadanie specjalne przy Amfiteatrze. Na tym terenie były do znalezienia dwa punkty. Szukaliśmy początkowo wszędzie – na scenie, przy filarach, schodach. Zorientowaliśmy się, że będą one na widowni, przyczepione do krzeseł. Po zebraniu tych punktów mieliśmy 20 minut do godz. 14:00. Tak słuchaliśmy odprawy, że zamiast godziny 14.45 jako limitu czasowego uznaliśmy, że o godz. 14:00 musimy być na mecie. Szybko pojechaliśmy na zadanie specjalne numer 2 by zdobyć 1punkt! Po czym na mecie dowiedzieliśmy się dlaczego już jesteśmy??? I pędem wróciliśmy na zadanie specjalne numer 2 by je dokończyć. Ostatnie 20 minut wykorzystaliśmy na dwa punkty kontrolne – PK 13 i PK 32.

Rajd bardzo ciekawy, nikt z nas nigdy nie był w Opolu połączyliśmy dwa w jednym 🙂 Na 54 zespoły Open zdobyliśmy 7 miejsce. Gdybyśmy wybrali troszkę inny wariant, dobrze słuchali organizatora to może udało by się zdobyć trzecie miejsce 🙂
Startowałem w KoRnO już wielokrotnie, ale nie udało mi się nigdy wystartować w „górskiej” jesiennej edycji tej imprezy. Po ubiegłorocznej absencji tej imprezy w kalendarzu startów, tegoroczna zapowiadała się wyjątkowo. Miały to być zawody dwudniowe 🙂 Do wyboru były trasy rowerowe rekreacyjna oraz giga. Mimo całkiem solidnego przygotowania i formy w sezonie, zdecydowałem się na tę pierwszą trasę, wszakże tym razem mieliśmy jeździć po Beskidach. Przewyższenia, zwłaszcza na trasie giga robiły wrażenie i generalnie wiadomo było, że będzie co kręcić 😉 W Milówce pojawiliśmy się z Eweliną nieco spóźnieni, więc szybki odbiór pakietów startowych, przebieranie i 3 minuty przed 11 zjawiamy się na starcie. Na poczatek poszedł punkt najbliżej bazy PK16, nieco przejechany za daleko, ale po kamieniach na rzece udało się do niego przeskoczyć. Z wrażenia aż zapomniałem wyciągnąć kartę startową z mapnika, przez co musiałem się wrócić do roweru. Później zaczęła się wspinaczka do PK10 zlokalizowanego na Przełęczy Kotelnica. Trafiony idealnie, bez zbędnej straty czasu. Widoki z przełęczy mimo lekkiej mgły przepiękne, a kolory jesieni nadawły krajobrazowi niepowtarzalnego uroku.

Następnie karkołomny zjazd wąską asfaltową drogą z wieloma zakrętami do PK1 usytuowanego na skaraju lasu w miejscowości Tarliczne. Kolejny punkt do podbicia to kapliczka w pobliżu drogi ekspresowej. Po drodze doganiam grupkę kolarzy na szosach, chwilkę jedziemy razem, oczywiście nie zabrakło pytań co to zawody itp. Po chwili szosowcy odbijają w kierunku Zwardonia, a ja przejściem podziemnym pod ekspresówką docieram do PK5. Następny punkt to wieża widokowa w okolicy kościoła w Lalikach. Do tego punktu znowu cisnę pod górę, wzbudzając ogólne zainteresowanie przechodniów swoim ciężkim oddechem 😉 Lampion PK9 usytuowany na samym szczycie wieży, więc najpierw trzeba się na nią wdrapać. Za to widoczki super, szkoda tylko tych niskich chmur i delikatnej mgły. No ale generalnie jest bardzo dobrze, a nawigowanie idzie dzisiaj jak po sznurku.

Kolejny punkt to nieczynny most na granicy Milówki i Kamesznicy. Widząc znaki zakazu ruchu, postanawiam objechać most i zaatakować punkt od północy, jak się okazało niepotrzebnie. Trochę czesania terenu pod mostem, ale punkt sprytnie schowany na górze. Później podjazd w kierunku okolic Baraniej Góry i punkt zlokalizowany w okolicy mostu nad potokiem. Pozostał ostatni punkt PK 11 w okolicy fortu wojennego, do którego skręciłem o jedną uliczkę za daleko, ale szybko zorientowałem się, że to chyba nie tutaj. Później szybki powrót do bazy rajdu gdzie na mecie okazało się, że udało się uzyskać drugie miejsce na 1-szym etapie. W sumie wyszło 40,4km i prawie 700m przewyższenia.
Niedziela to sześć punktów do zaliczenia i około 20km dystansu, więc generalnie sprint 🙂 Na pierwszy ogień idzie PK17 „drzewo z drabiną” do którego prowadzi dość długi podjazd. Nogi jeszcze niezbyt rozgrzane więc taki podjazd boli okrutnie. Później zjazd do PK29, którego jak się okazuje szukam nie w tym miejscu co potrzeba. Szybka analiza mapy, razem z Wojtkiem, liderem po pierwszym dniu i zmieniamy miejsce poszukiwań, później szybkie PK28 i PK23. Po czym decydujemy się na wspinaczkę w kierunku Hali Boraczej i jazdę szlakiem niebieskim, co nie było dobrym pomysłem. Po około 500m postanawiamy zawrócić i pozostałe 2 punkty zdobyć od strony Milówki. Szybki przejazd do punktu przy kapliczce PK27 i ambona, która jak się okazało była przewrócona i nie dało jej się zauważyć z daleka.

Taki mały psikus ze strony organizatorów 😉 Szybki powrót do mety i okazuje się, że udaje się utrzymać 2. miejsce z czego oczywiście bardzo się cieszę. Na zakończenie wręczenie jak zwykle oryginalnych statuetek od Rowerowej Norki i upominków od MERIDY®. Impreza bardzo udana, piękne widoki i przepiękne barwy jesieni co rekompensowało brak słońca. Gratulacje dla wszystkich uczestników i do zobaczenia na następnej edycji.
Ślad trasy na Endomondo: Dzień pierwszy Dzień drugi




